O sukcesie

Każdy sukces jest oczyszczający, nagranie płyty jest niesamowicie oczyszczające… i nie myślę tylko o autorze, emocjach, zamykaniu przeszłości… oczyszcza relacje. Nagranie płyty jest sukcesem absolutnie niepodważalnym, bez względu na to jaki będzie odbiór czy zasięg. Jest przede wszystkim sukcesem autora i rozliczeniem z przeszłością. Nakład pracy, emocji i przedarcia się przez mur własnych blokad, by przedstawić światu swoją całą duszę od początku od końca, to ogromne wyzwanie, więc bez względu na liczby: ilość sprzedanych egzemplarzy, wyświetleń czy lajków, jest sukcesem. A kiedy osiągasz swój prywatny sukces wychodzą wszystkie brudy twoich relacji. Nagle okazuje się, że wokół pojawiają się osoby, które nigdy wcześniej nie miały do ciebie ,,interesu”…, natomiast zupełnie przeciwnie, ci którzy byli blisko, właśnie ten ,,interes” mieli…. są też ci, na których w Twoim mniemaniu zawsze mogłeś liczyć… ale akurat nie tym razem, kiedy najbardziej tego potrzebowałeś. Są tacy, którzy niespodziewanie wyciągają do ciebie dłoń, co jest niesamowitym odwrotem sprawy, bo nie raz myślałeś, że to ostatnia osoba, na którą możesz liczyć, a tu miłe zaskoczenie. Jak również tacy, którzy od początku do końca byli, są i mają w dupie, że masz ten swój sukces, bo od zawsze było to dla nich tak oczywiste, że nie zrobiło to na nich wrażenia i nie zmieniło to nic między Wami.

Przekonałam się o tym, nie tylko przy nagraniu płyty. Po raz pierwszy spotkało mnie to w tańcu, kiedy miałam 17 lat i pojawiam się w telewizji… przykre to, jak wiele osób nie potrafiło tego przetrawić. Zapętlają się w swojej zazdrości. Nie ukrywam, że mi też jest przykro, że mój prywatny sukces niesie za sobą pełną weryfikacje moich znajomości, ale to zawsze wychodzi na dobre.

Pewnie Wy też nie raz się o tym przekonaliście, bez względu na to czym zajmujecie się w swoim życiu. Taka mnie dziś refleksja naszła, gdy przerzucałam półkę z płytkami. Żadne odkrycie, ale chciałam się tym z Wami podzielić. Zawsze przykro, gdy jest kilku ,,przyjaciół” mniej, ale jak cudowne, że tak wielu pozostaje. Warto osiągać sukcesy choćby dla ,,remanentu” swoich relacji, bo mimo początkowego zawodu, na dłuższą metę, będzie prościej.

I nawet jeśli ktoś zawiedzie nasze zaufanie, to zawsze warto zaufać po raz kolejny, zawsze warto!

Życzę Wam spokojnego święta, odpoczynku i być może przemyśleń nad Waszymi relacjami.

KEstrelka =]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *